Wypadek paralotni w Reszlu wydarzył się w sobotę, 27 czerwca, około godziny 11.30 na ulicy Wincentego Pola. Kierowana przez 39-letniego mężczyznę maszyna rozłożyła się podczas jazdy po drodze publicznej na dwie części. Ranny kierujący został przewieziony do szpitala.
Do nietypowego zdarzenia doszło około godziny 11.30. Jak wynika ze wstępnych ustaleń policjantów, 39-letni mężczyzna poruszał się po drodze publicznej konstrukcją określoną w komunikacie jako paralotnia.
W pewnym momencie maszyna rozłożyła się na dwie części. Mężczyzna doznał obrażeń i został zabrany do szpitala.
Policja podała jednocześnie, że urządzenie nie miało czaszy umożliwiającej lot. Oznacza to, że określanie zdarzenia jako „awaryjnego lądowania” może być mylące. Z przekazanych informacji wynika bowiem, że konstrukcja znajdowała się na jezdni, a nie w powietrzu.
Od 39-latka została pobrana krew. Badanie ma ustalić, czy w chwili wypadku był trzeźwy. Samo skierowanie na badanie nie przesądza, że znajdował się pod wpływem alkoholu lub innych substancji.
Dopiero wynik analizy laboratoryjnej pozwoli odpowiedzieć na to pytanie. Policjanci będą także wyjaśniali dokładny przebieg i przyczyny wypadku paralotni w Reszlu.
Najważniejszą kwestią pozostaje bezpieczeństwo mieszkańców. Ulica Wincentego Pola nie jest miejscem przeznaczonym do prób lotniczych ani testowania maszyn, które mogą rozpaść się podczas jazdy.
Czy 39-latek jedynie transportował urządzenie, sprawdzał je, czy przygotowywał do startu? Czy służby ustaliły, skąd wyruszył i dokąd zmierzał? Czy w chwili zdarzenia na jezdni znajdowali się inni kierowcy lub piesi?
Na te pytania nadal brakuje odpowiedzi. Redakcja „Nowin Północnych bez Fikcji” będzie śledzić ustalenia policji. W sprawie nietypowego zdarzenia potrzebne są precyzyjne informacje, a nie jedynie sensacyjne określenie o „awaryjnym lądowaniu”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze