Reklama

Żyjemy zgodnie z naturą [ROZMOWA]

Nowiny Północne
07/09/2020 11:14
Piotr Drozd jest rolnikiem z tradycjami. Jego dziadek pracował na roli, on sam jako nastolatek musiał przejąć gospodarstwo po zmarłym ojcu. Ma nadzieję, że rodzinną tradycję przejmie jego syn. Twierdzi, że nie jest lekko, ale na nic zamienić by tego nie chciał. Dobrze mu w Silginach. Jest otwarty na lokalną społeczność i bardzo aktywny. Był radnym w gminie Barciany, do niedawna pełnił też rolę sołtysa. Zrezygnował, ale wciąż jest członkiem Izby Rolniczej, gdzie dba o interesy rolników. Uważa, że dzięki Unii Europejskiej rolnictwo zrobiło duży krok do przodu.
W jakiej fazie żniwa u pana? — Można powiedzieć, że już jesteśmy po żniwach. Została nam niewielka ilość bobiku do skoszenia. Udało nam się wczas uprzątnąć z pól zboża, prócz wspomnianego bobiku mam jeszcze kukurydzę na paszę, ale tu zbiory będą koło połowy września. Tak to u nas wygląda. Co pan siał w tym roku? — Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o zboża to mamy ich tu przeważający areał. W moim gospodarstwie sporą część stanowią użytki zielone. Resztę stanowią kukurydza i zboża - pszenica, pszenżyto oraz mieszanki zbożowe i rośliny strączkowe. To rośliny, które dają białko, tak potrzebne do produkcji mleka i wołowiny. A jakby pan ocenił tegoroczne zbiory? — Mogę trochę pomarudzić? (śmiech) No nie bardzo. — Co by nie mówić mamy grunty ciężkie, które jednak tę wilgoć trzymają. Dlatego nie mogę narzekać, jestem zadowolony. Gorzej mają rolnicy, którzy gospodarują na lżejszych ziemiach, oni tę suszę odczuli na pewno znacznie bardziej. Chociaż i nas ona raczej nie ominie, ponieważ mimo opadów wciąż jest za sucho. Rolnicy dość boleśnie odczuwają ubytek wód gruntowych. Pod tym kątem sytuacja na wsi nie jest ciekawa, za kilka lat możemy mieć naprawdę spore problemy. Gdyby miał pan podzielić ten rok na pozytywy i negatywy, to...? — Z naszej perspektywy nie ma wielu powodów do zadowolenia. Ceny środków do produkcji rolnej idą w górę, natomiast ceny zbóż cały czas się wahają. Chyba nie przesadzę, kiedy powiem, że od jakichś 15 lat niewiele się w tej sprawie zmienia. Czasem bywa lepiej, ale tu pewności żadnej rolnik nie ma. To nie napawa optymizmem. Kiedyś przy 20 hektarach można było to jakoś spinać. Dało radę przeżyć i utrzymać rodzinę. Dzisiaj rolnik żeby przetrwać musi zwiększać areał. A kiedy już ten areał się zwiększy to musi inwestować w maszyny, w sprzęt. To nie są tanie rzeczy, podobnie jak ich utrzymanie. A my, rolnicy, otrzymujemy niekiedy na skupie takie ceny, które ciężko nazwać satysfakcjonującymi. Kiedy cena chleba idzie w górę to nie dlatego, że my dostajemy więcej. Zawsze ci pośrednicy na tym korzystają, nie my czy wy, klienci. A pozytywy? — Czterdzieści parę lat mieszkam na wsi, jestem zadowolony z życia tutaj. Czuję się u siebie „panem”, właściwie pracuje kiedy chcę, choć w rzeczywistości - jak trzeba - pracuje się nawet całą dobę. Ale i to bywa piękne. Najpiękniejsze jest to przywiązanie, miłość do ziemi. To jest chyba to, co sporą część nas, rolników, jeszcze przy niej trzyma. Dla zwykłego rolnika to nie jest tylko biznes, drogie ciągniki, maszyny. Prawda, rządzimy się prawami rynku, ale mimo wszystko żyjemy zgodnie z naturą. Wreszcie powiało optymizmem. — Wie pan, czasem mi żal, kiedy słyszę, że któryś z moim kolegów rolników postanowił likwidować gospodarstwo, bo wykalkulował, że łatwiej mu będzie żyć z zasiłku. Mnie to boli. Chyba ktoś o nas trochę zapomniał, brakuje tego wsparcia z zewnątrz. Teraz mamy pandemię, więc rozumiem obecną sytuację, ale ona zmierzała w tym kierunku już wcześniej. [caption id="attachment_10522" align="alignnone" width="1895"]

— Syn jest w wieku licealnym, ale widzę ile radości mu przynosi praca na roli. Widzę, że jest już prawdziwym rolnikiem. Ma chęci, dużą wiedzę, byle nie zabrakło mu ambicji i wytrwałości — patrzy z nadzieją Piotr Drozd. Fot. archiwum prywatne.[/caption] Wspomniał pan o pandemii. Rolnikom chyba nie przeszkadza taka izolacja albo zażywanie świeżego powietrza. — To prawda, kiedy was pozamykano w domach, my mieliśmy wielką satysfakcję. W tym symbolicznym znaczeniu to jest prawdziwe życie, wolność. My ją naprawdę czuliśmy. W pewnym sensie mieliśmy też jakąś misję do spełnienia, ale przy okazji zrodziła się świadomość, że cokolwiek nie będzie się działo na świecie żywność jest i będzie potrzebna. W tym trudnym momencie to niejednemu rolnikowi dodało sił. Widzi pan jakoś swoją przyszłość? Dalej na wsi? — Praca na wsi na pewno nas bardzo eksploatuje. Na dzisiaj czuję się dobrze, ale wiem, że przyjdą takie dni, lata, kiedy tych sił zacznie brakować. Wtedy będę się martwił. Po cichu mam nadzieję, że syn przejmie po mnie gospodarkę. W tej chwili jest w wieku licealnym, ale widzę ile radości mu przynosi praca na roli. Widzę, że jest już prawdziwym rolnikiem. Ma chęci, dużą wiedzę, byle nie zabrakło mu ambicji i wytrwałości. Zawsze postrzegałem pana jako aktywnego rolnika, nie tylko w swojej zagrodzie. Był pan radnym, do niedawna pełnił pan też funkcję sołtysa, no i wciąż są te Izby Rolnicze... — W Izbach staram się pilnować naszych wspólnych spraw, interesów rolników. Monitoruję również lokalne rzeki, z którymi często były problemy, kiedy wylewały. Gmina Barciany jest gminą typowo rolniczą. Szkoda byłoby stracić ten potencjał. Warto stawiać szczególnie na młodych, pomagać im. Nie jestem zwolennikiem wielkich gospodarstw-molochów. Preferuję jednak to gospodarstwo rodzinne, tam jest to uczucie, przywiązanie do ziemi, szacunek do niej. Tego mnie nauczyli moi rodzice. Nie wyobrażam sobie sytuacji, by wszystkie małe gospodarstwa poupadały lub zostały wchłonięte przez te wielkie. Przy innych cenach na skupie miałoby to większy sens i łatwiej byłoby o przetrwanie. Dziękuję za rozmowę. — To ja dziękuję.

Marek Szymański [email protected]

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości